nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MACHNIĘCIA, Podlaska jazda we wrześniu 11

2016-05-24 14:25

Po południu idziemy z Violą na Św. Górę Grabarkę dla zakupu krzyża w intencji córki. Kupujemy, piszemy, wbijamy w rozmiękłą od deszczu ziemię. Nie wiem, co o tym myśleć. Poddaję się irracjonalnemu złudzeniu, nie mając w sobie wiary. Zbyt głębokiej. Nie potrzebuję odmiany, ale wiary w siebie. Bóg w tradycyjnej formie nie jest mi do niczego potrzebny, ale bez idei Boga żyć nie potrafię. Szłem na Św. Górę Grabarkę jak do siebie, czułem bliskość nie wiary, nie metafizyki i cerkiewnych śpiewów. Ciągnąłem, czyli szłem do krzyży wotywnych, do tych ludzkich złudzeń, których nikt nigdy nie zrewiduje. Krzyże, krzyżyki, wisiory, wisiorki, tasiemki, wstążki, zeschłe liście, spalone do cna świeczki, ogarki, drobiazgi ludzkie, szyszki, mech, wiewiórka skacze po krzyżach jak po drzewie. Dzięcioł dziobał jak wczoraj. Siadłem i było mi wśród krzyży i ludzkich okruchów dobrze. Tu było tyle życia i tak intensywne, że nie chciałem już wracać na dół. Viola mnie ściąga, bo żywej wody trzeba ze studzienki nabrać. Szłem na dół do żywej wody jak na śmierć pewną i skazanie. Oglądam się na ludzkie błahe sprawy i żałuję. Jutro przed odjazdem tu wrócę.

Podwieczorny spacer we mgłach gęstych jak śmietana. Zawieszony jestem i nic nie wiem. Patrzę się na te śmietany podlaskie i nic nie widzę. Przestrzenie wabią do życia, pies zaszczeka zjadliwie. Kolacja z naleśnikami jak wałki. Twaróg słodki wylewa się na zewnątrz, naduszam ciało naleśnikowe. Chrupie pod nożem. Zjadam ciało, popijam gorzką herbatą z torebki. Spoglądam znad tego ciała na Św. Górę Grabarkę. Ludzkie sprawy w krzyże wbite z tylu lat tam siedzą. A teraz i moje. Jutro skoro świt odjazd.

© Maciej Wróblewski