nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 13

2018-03-02 14:57

27 września 2016, 4

Południe mnie dochodzi siedzącego. Zaraz muszę walizę brać i ujeżdżać. Lublin zaraz tracić będę, jestem tracący i tyle.

Wstępuję przypadkowo do antyku sklepu. Pani i pan pośród drobiazgów starych i starszych. Upatrujący jestem kotka dla Violi. Duże i lekkie, pachnące chwytam, dotykam i patrzę im w ślepia niewiedzący dlaczego ja tu kota szukam. Boże miłosierny ja nie chcę kota kupować. Robię się coraz bardziej kupujący. Żądam ciemnego, najlepiej czarnego. Pani i pan mnie rudego dający a ja odmawiający. A jest w szafie może ciemniejszy, pani i pan mówią. Szurają psami z laki i innych materii, a ja przy kocie obstaję. W końcu jest taki bardziej tajemniczy egipski, faraoński a nie lubliński kot. O ten jest nadzwyczajny, pani i pan mówią. A z czego on? pytający jestem. A no nie wiadomo z czego, pani i pan mówiący. Boże miłosierny, po co mi ten kot egipsko-lubliński, jak go w drodze nakarmię? Muszę dać 60 polskich. Boże miłosierny, a na co on mnie i Violi. Maskaradujący jestem. Dam 50 – mówiący jestem. Aj, stracę za takiego tajemniczego kota. 55 pani i pan mówiący. Dobijam Boże miłosierny targu i biorę kota za 53. Absurdalnie mnie poniosło. Kładący go jestem do chlebaka obok pokruszonego lublińskiego obwarzanka z grubą solą i kminkiem jak mysie bobki.

Schodzący jestem w dół. Gubię Lublin. Wszystko architektonicznie robi się mniejsze, ciemniejsze. Handel wychodzący na chodniki. Śliwki, jabłka i grusze zachwalają się w pulchnych ustach babuszki. Muchy nad nią i w niej. Przechodzący przez strumień mostem wygodnym jestem. Wchodząco mi się robi, gdy ruch wielki przelotowy widzę, trzeźwieję. Słychać gwizd pociągu.

© Maciej Wróblewski