Na początku lat 90-tych ubiegłego wieku poznałem w Hanowerze T.K., pewnego malarza-artystę. Nazwisko jego kończyło się na ski, ale nie był Polakiem, a przynajmniej nic o tym nie wiedział. T.K. zajmował się wskrzeszaniem kultury, czyli malowaniem świętych obrazów, przeważnie portretów Matki Boskiej i Jezusa, na ogół ukrzyżowanego – i to w wielkich, by nie rzec olbrzymich formatach. Człek ów – grubawy, czyściutki do bólu, z głową ogoloną na zero, zawsze w spodniach na kant, marynarce na grzbiecie, koszuli, ale bez krawata – nie uznawał Jana Pawła II za głowę Kościoła, gdyż według niego był zbyt tolerancyjny w sprawach wiary i wychowania artystycznego. Prawdziwy papież siedział zdaniem T.K. w Szwajcarii. Nazwiska tego prawdziwego i nazwy miasta, gdzie rezydował, nie pamiętam, ale to postać historyczna, więc kto chce, może sobie w internecie sprawdzić, o kogo chodzi.
© Dariusz Muszer
►oficjalna strona internetowa autora