nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

BŁĘDNIK ONLINE, Zmarła Julia Hartwig

2017-07-15 14:53

14 lipca 2017. Dzisiaj zmarła na obczyźnie nasza droga przyjaciółka Julia Hartwig. Matkowała nam po trochu, Ani i mnie (w sensie twórczym). Była poetką, która w istocie nie chciała uprawiać mowy wiązanej. Przejęta klątwą Teodora Adorna głoszącą, że „pisanie wierszy po Oświęcimiu byłoby barbarzyństwem”, tworzyła głównie liryczną prozę, odwołując się do wzorów antycznych oraz do prozo-poetyckich tekstów francuskiego symbolizmu.

Lubiliśmy z Anią bywać u Julii, lubiliśmy przekraczać bramę jej domu przy ulicy księdza Skorupki w Warszawie, widzieć wielką ceglaną ścianę podwórza-studni obrośniętą dzikim winem; lubiliśmy wsiadać do windy wykładanej drewnem (czy pseudo-drewnem?), witać się w mieszkaniu pełnym cennych ksiąg, mebli, obrazów i pamiątek po zmarłym w roku 96 Arturze Międzyrzeckim, mężu Poetki. Mnie z mebli  najbardziej czarowała pewna serwantka ze złotymi wężami, wtopionymi w szyby; ile razy patrzyłem na  faliste gady, przypominała mi się zwrotka z „Nokturnu” Maxa Jacoba:

 

„Węże usnęły tworząc splot mych inicjałów

Milkła kapela zwierząt

Każde źdźbło trawy było cząstką szału

A w głębi stały drzewa o pięknie swym nic nie wiedząc”.

 

(„Nokturn” przełożył Adam Ważyk.)

 

Julia odeszła mając 96 lat. Zanim wyjechała z Polski (dwa lata temu zabrała ją do siebie córka zamieszkała w Ameryce) trzymała się zdumiewająco dobrze; nade wszystko rozświetlała ją energia duchowa, napędzająca twórczość obfitszą, niż w młodości. Chodziła zazwyczaj w spodniach, uważała też siebie raczej za „poetę” niż poetkę. „Męskość” Julii przekładała  się na jej męstwo życiowe: w czasie okupacji była w AK, w Peerelu brała udział w opozycji, była m.in. sygnatariuszką słynnego „Memoriału Stu Jeden”; w roku 1981 weszła w skład Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie.

Ze wszystkiego, co napisała, najbardziej lubię jej wiersz (właśnie wiersz, a nie prozę poetycką) pt. „Wybór imienia”. Oto on (cytuję za udzielonym mi kiedyś pozwoleniem Autorki):

 

WYBÓR IMIENIA

 

Jestem czasem jak kłoda która uderza

częściej jak kłoda niesiona przez fale

ale do mnie należy wybór jak siebie nazwę

jestem kłoda zbuntowana

jestem kłoda w masce

na wzór bogów wyciosana

jestem kłoda pyszna choć bezkształtna

we mnie mieszka obraz ukryty

postawcie mnie na skrzyżowaniu dróg

jestem kłoda która się śmieje z pożaru

jestem strumień w który bije bezmyślna ręka

jestem jak nawiedzone dziecko które pokaże w tłumie

                                                                     sprawcę

jestem jak ptak o przestrzelonym gardle który śpiewa

jestem kłodą twardą która nie wybacza

jestem narzędziem które czeka by wykonać dzieło

jestem uchem ogłuchłym od szyderstwa

i śliną świętego przekleństwa

jestem klęską i sprzecznością w próbie działania

jestem owocem sporu o istnienie

dlaczego miałabym siebie pomniejszać

jestem kłodą rzuconą w górę i która nie spada

jestem tym od czego ginę