Uważam się za zwierzę metafizyczne lecz niereligijne. To znaczy mam jakąś religię, ale raczej prywatną, nie narzucającą się nikomu (nawet mnie) ze swą jedyną słusznością. Pisuję też wiersze religijne, które z kościelnego punktu widzenia są zapewne heretyckie. Cóż, nie dbam o ich nazwę. Chcę tylko, by wyrażały prawdę. Czyją? Moją. Nieostateczną, chwilową.
DOWÓD NA ISTNIENIE MUZYKI
Dowodem na istnienie muzyki jest słuch muzyczny.
Dowodem na istnienie Boga jest słuch Boga.
(Głuchemu, człowiek muzyczny wydaje się komiczny,
bo słyszy to, czego nie ma przecież, Boga słyszy,
muzykę, a w końcu może i sam słuch. – Nonsens.)