Usłyszałem, że dziesięciominutowy fragment muzyczny przemienił komuś całe życie. Wierzę. Sam doświadczyłem co najmniej dwa razy takich gruntownych doznań. Jedno było błyskiem nanosekundowym, kiedy w liceum ujrzałem dziewczynę, z którą już szóste dziesięciolecie jesteśmy małżeństwem. A drugi taki moment – to pierwsza lektura „Wstępu do poetyki” Juliana Przybosia w „Życiu Literackim”, w lutym 1961. Doznałem olśnienia przemieniającego się (i przemieniającego mnie) – jak „rozniecana, rozpalana” iskra z Wielkiej Improwizacji – jak „rozdłużona, rozdalona” chwila. I to – w ciągłych przemianach – trwa.
© Bogusław Kierc