Przez parę dni byłem w miejscu oddalonym od dyktatury wszelkich mediów. Słyszałem i słuchałem. Były to rozgwary ptasie. Rozpoznawalne i nieznane. Kiedyś w te dźwięki wtopiła się ludzka mowa dwóch chłopców, których języka nie znałem. Nie odczuwałem różnicy między ptasim i ludzkim. I nie korciło mnie, żeby wiedzieć, co sobie mówią. Ptaki i ludzie.
Uszczęśliwiało mnie samo to, że „sobie” mówią. I że mogę to słyszeć. Czując, że jest dla nich tym, co „chcą”, żeby było przez nich usłyszane. Po coś. I to coś w sekundzie zamigotało obietnicą Wszystkiego.
© Bogusław Kierc