Polska w sierpniu. Milion bud z kijami do lania piwa. Milion śmierdzących pach. I tłustych, spoconych tyłków. Ćwoki z pyzatymi gębami, w koszulkach polo. Rodzinki z dziećmi: tatuśkowie w białych skorpionach i klapkach, mamuśki z wielkimi tyłkami, cycami wylewającymi się ze staniorów, i amorficzne bachory, żrące kiełbachę, lody lub gofry. I wszyscy źli, wkurwieni i rozgniewani. Bezmyślne mutanty żerujące w stadzie. Wielkie baby z wytatuowanymi różyczkami. Sterydy z czerwonymi gębami. Bulwary, którymi przechadzają się jak pawiany. Z kiełbachami maczanymi w musztardzie. Tłuszczem spływającym po mordach. Paluchami wycieranymi o tyłki. Zapijają browarem. A ich wysmarowane samoopalaczem partnerki – browarem z soczkiem. Polska w sierpniu. Cała w słońcu.
© Łukasz Suskiewicz